Stwarzanie przestrzeni dla dialogu

19 kwietnia 2018 - 5 minutes read

Prawie jak każdy siedzę w swojej spersonalizowanej bańce informacyjnej. Wchodzę na „swoje” portale, czytam tweety osób, z którymi sympatyzuję, udzielam się w środowiskach bliskich moim przekonaniom. Nie mam ochoty oglądać wrogich mi ideowo telewizji czy czytać takich czasopism. Czasami jednak próbuję tę swoją bańkę przekłuć, zrozumieć świat mi obcy. Czytuję więc wydawnictwa „Krytyki Politycznej” (nie Sierakowskiego, który jest już tylko celebrytą) Rafała Wosia, Jana Śpiewaka. Torturowałem się Marcinem Królem – liberałem, który , jak marksiści pod koniec lat 80-ych, ma świadomość, że jego świat się wali, ale nie potrafi się z tym pogodzić. Na scenie liberalnej postacią z całą pewnością ważną jest Jan Tokarski.

Moim zdaniem warto go czytać. W marcowym „Plusie minusie” ukazał się jego tekst pt. „Manifest sceptycznego liberała”, do którego lektury zachęcam. Koresponduje on z eseistyką ojca Macieja Zięby o scjentyzmie – o zarozumiałej, sekciarskiej wierze części liberałów, przekonanych, że „wiedzą o czymś, czego nie wiedzą inni”. Tokarski twierdzi, iż „trudno o kogoś mniej tolerancyjnego, aniżeli liberał tego właśnie typu. Poglądy odmienne od własnych (….) budzą u niego irytację. Owszem, gębę pełną ma frazesów o <<otwartości>>. Ale naprawdę nie potrafi dostrzec w opiniach, z którymi się nie zgadza, niczego racjonalnego. (…) Nie chce ich zresztą przekonać. Pragnie ich reedukować.”

W tym punkcie może zacząć się dyskusja, ponieważ często wdając się w dwu- lub wielostronne rozważania w Polsce i w Europie, deklarując się jako konserwatysta, chrześcijanin oraz osoba, dla której polskość ma ważny wymiar tożsamościowy – szufladkowany jestem nie tylko poza dyskursem, ale także poza światem tolerancji. Bo niby z takimi poglądami nie można być tolerowanym, ergo na tolerancję się nie zasługuje.

Tokarski dobrze definiuje problem liberałów, polegający na zerwaniu przez nich kontaktu z dużą częścią polskiego społeczeństwa. Rozbrat pogłębia tylko narastająca polaryzacja PiS-PO.
Tokarski chłoszcze też konserwatystów za „pomysł powrotu do tradycyjnych, kulturowo monolitycznych społeczeństw”. Jego zdaniem, jakkolwiek by się nie starali, to „obcy nie wyjadą, kobiety nie wrócą do garów, sorry.” Tu też trzeba się zgodzić. W jego manifeście można wyróżnić następujące deklaracje:

  1.  Świat nie jest jednorodny, a ekonomia, kultura i polityka to odrębne sfery ludzkiej rzeczywistości;
  2.  Nie istnieje jedna powszechnie obowiązująca wizja dobrego życia;
  3.  Tragizm jest immanentną cechą ludzkiego losu;
  4.  Ludzkie aspiracje nie spełniają się w wymiarze pojedynczej osoby;

Niemalże mógłbym się pod tym podpisać jako konserwatysta sceptyczny. Niemalże, gdyż niewątpliwie z Tokarskim poróżniłyby nas szczegóły, niemniej zgadzam się z najistotniejszą częścią przekazu. Nie posiadamy Prawdy, lecz mamy obowiązek do niej dążyć. Co więcej, muszę akceptować, iż inni są nie tylko inni, ale też przybliżają się do Prawdy na swój sposób i moje rozeznanie słuszności może być zafałszowane.

Konserwatyzm to przekonanie również o tragiczności naszego życia, ponieważ akceptuje nierozerwalnie z nim powiązane cierpienie i śmierć, a też – za Tokarskim – brak w konserwatywnej wizji złudzeń, co do faktu iż „ekonomia bez żądzy zysku jest pomysłem równie księżycowym, jak polityka bez żądzy władzy”. Przekonanie, iż istnieje Zło i grzeszność i niemożliwe jest zbawienie na Ziemi. W końcu, że polityczność to konflikt, ale i dialog, że „Polityka może oczywiście zagrażać ludzkiej wolności. Ale jest też wyróżnikiem człowieczeństwa.”

Teksty Jana Tokarskiego to dobry przykład, że kiedy łagodzimy krawędzie, stwarzamy przestrzeń dla dialogu. Nie otworzy to furtki dla jedności, ale przynajmniej dla otwartości na wzajemną inność.

 

Cały artykuł Tokarskiego można przeczytać tutaj:

http://www.rp.pl/Publicystyka/303229934-Tokarski-Manifest-sceptycznego-liberala.html&cid=44&template=restricted

Tags: , , , ,